Parafia Pniów

Patron Św. Zygmunt

Odwiedzający

Odwiedza nas 135 gości oraz 0 użytkowników.

Logowanie

Katecheza 21 czerwca 2026.

Uczynki miłosierdzia - strapionych pocieszać

Jednym z uczynków miłosierdzia względem duszy jest „strapionych pocieszać”. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że chodzi jedynie o wypowiedzenie kilku miłych słów komuś, kto przeżywa trudny czas. Jednak chrześcijańskie pocieszanie jest czymś znacznie głębszym. Nie polega ono na udawaniu, że wszystko jest dobrze, ani na dawaniu prostych recept na rozwiązanie problemów. Prawdziwe pocieszenie rodzi się z obecności, z umiejętności bycia przy drugim człowieku i niesienia mu nadziei. Człowiek strapiony to ktoś, kto doświadcza smutku, lęku, cierpienia, rozczarowania lub samotności. Może nosić w sercu ból po stracie bliskiej osoby, niepowodzeniu życiowym, chorobie czy odrzuceniu. Najbardziej potrzebuje wtedy nie gotowych odpowiedzi, ale kogoś, kto go wysłucha i będzie przy nim.

Pismo Święte wielokrotnie ukazuje Boga jako Tego, który pociesza. Prorok Izajasz przekazuje słowa Boga: „Pocieszajcie, pocieszajcie mój lud” (Iz 40,1). Są to słowa skierowane do narodu, który przeżywał niewolę, cierpienie i utratę nadziei. Bóg nie pozostawia swojego ludu samego. Przychodzi do niego ze słowem otuchy i obietnicą wybawienia. Jeszcze piękniej wyraża to ten sam prorok, gdy porównuje Bożą troskę do miłości matki: „Jak kogo pociesza własna matka, tak Ja was pocieszać będę” (Iz 66,13). Każdy człowiek nosi w sobie pragnienie takiego właśnie pocieszenia – czułego, cierpliwego i pełnego miłości. Bóg pierwszy daje nam przykład, jak należy pocieszać tych, którzy cierpią.

W Nowym Testamencie Jezus nieustannie spotyka ludzi strapionych. Nie przechodzi obojętnie obok ich bólu. Gdy widzi wdowę z Nain opłakującą jedynego syna, zatrzymuje się przy niej i mówi: „Nie płacz” (Łk. 7,13). Nie są to jednak puste słowa. Jezus najpierw dostrzega jej cierpienie, a następnie przywraca jej syna do życia. Pokazuje w ten sposób, że prawdziwe pocieszenie wypływa z miłości i współczucia. Podobnie przy grobie Łazarza. Jezus widzi płaczące siostry i sam wzrusza się do głębi. Ewangelista zanotował najkrótsze, ale niezwykle wymowne zdanie Ewangelii: „Jezus zapłakał” (J 11,35). Chrystus nie stoi ponad ludzkim cierpieniem. Wchodzi w nie i dzieli je z człowiekiem. To ważna lekcja dla każdego z nas. Czasem najlepszym pocieszeniem nie są słowa, ale współodczuwanie i obecność.

Istnieje jednak niebezpieczeństwo niewłaściwego pocieszania. Czasami chcemy szybko zakończyć czyjś smutek i mówimy: „Nie martw się”, „Będzie dobrze”, „Inni mają gorzej”. Choć słowa te mogą wypływać z dobrych intencji, często nie pomagają. Człowiek cierpiący potrzebuje przede wszystkim zrozumienia. Jezus nie bagatelizował ludzkiego bólu. Najpierw słuchał, patrzył, współczuł, a dopiero potem mówił. Pocieszanie strapionych jest więc sztuką obecności. To umiejętność bycia obok człowieka nawet wtedy, gdy nie potrafimy rozwiązać jego problemów. Niekiedy wystarczy wysłuchać, podać rękę, pomodlić się razem lub po prostu nie pozostawiać drugiego samego. Chrześcijanin jest wezwany do tego, aby nieść światu nadzieję. Nie dlatego, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania, ale dlatego, że wierzy w Boga, który jest blisko człowieka w każdej sytuacji. Ostatecznie największym pocieszeniem jest sam Chrystus. To On mówi do swoich uczniów: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię” (Mt 11,28). Kiedy pocieszamy strapionych, stajemy się narzędziami Bożej miłości. Pozwalamy, aby przez nasze słowa, gesty i obecność sam Bóg dotykał serc tych, którzy przeżywają smutek. W ten sposób wypełniamy jeden z najpiękniejszych uczynków miłosierdzia i naśladujemy Chrystusa, który przyszedł, aby „opatrywać rany serc złamanych” (por. Iz 61,1).

Katecheza 14 czerwca 2026.

Na czym polega realizacja uczynku miłosierdzia nieumiejętnych pouczać?

 

Używając prostego języka, możemy powiedzieć, że człowiek nieumiejętny to ktoś, kto czegoś jeszcze nie poznał, nie zobaczył lub nie ma w danej sprawie odpowiedniej wiedzy i doświadczenia. Dlatego „nieumiejętnych pouczać” nie oznacza stawiania siebie ponad innymi ani udowadniania własnej wyższości. Chodzi raczej o pomoc drugiemu człowiekowi w odkryciu czegoś ważnego. To zaproszenie: „Spójrz tutaj. Zobacz coś, czego być może wcześniej nie dostrzegałeś. To może być dla ciebie ważne i wartościowe”. W ten sposób nie pouczamy jako lepsi od innych, ale pomagamy komuś otworzyć oczy, aby sam mógł zobaczyć, zrozumieć i zdobyć własne doświadczenie.

Możemy powiedzieć, że dobrze wykonywana praca nauczyciela jest szczególną formą uczynku miłosierdzia. Prawdziwy nauczyciel nie chce jedynie przekazywać informacji czy wymagać pamięciowego powtarzania treści. Jego celem jest nauczyć uczniów patrzeć głębiej, dostrzegać więcej i lepiej rozumieć świat. Nauczanie to przede wszystkim nauka patrzenia. Nie dokonuje się ono wyłącznie za pomocą słów. Oczywiście słowa są ważne, ale jeszcze ważniejszy jest przykład życia. Nauczyciel uczy swoją postawą, pokazując, że to, co mówi, znajduje potwierdzenie w jego własnym życiu. Swoją osobą świadczy o wartościach, które głosi. Grecki filozof Sokrates porównywał sztukę nauczania do duchowego akuszerstwa. Tak jak akuszerka pomaga przy narodzinach dziecka, tak nauczyciel pomaga uczniowi odkryć prawdę. Czyni to przede wszystkim przez stawianie pytań, które pozwalają spojrzeć na świat z nowej perspektywy i przemieniają wnętrze człowieka.

W Ewangelii Jezus przestrzega przed pragnieniem tytułów i zaszczytów związanych z nauczaniem. W rozmowie z faryzeuszami mówi, aby nie zabiegać o to, by nazywano nas rabinami, ojcami czy nauczycielami. Słowo „rabin” oznacza „mój mistrz” lub „mój wielki”. Łatwo więc może pojawić się pokusa wynoszenia się ponad innych i traktowania uczniów z poczuciem wyższości. Tymczasem Jezus przypomina: „Jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście” (Mt 23,8). W ten sposób podkreśla godność i równość wszystkich ludzi.

Podobnie jest z tytułem ojca. Faryzeusze lubili, gdy tak ich nazywano, natomiast Jezus kieruje naszą uwagę ku Bogu, który jest jedynym i prawdziwym Ojcem wszystkich ludzi. Istnieje również niebezpieczeństwo, że nauczyciel lub przewodnik duchowy będzie chciał zbyt mocno uzależnić od siebie swoich uczniów. Takie sytuacje mogą zdarzać się nie tylko w szkole, ale także we wspólnotach i ruchach religijnych. Już pierwsi mnisi przestrzegali przed ludźmi, którzy chcieli odgrywać rolę duchowych ojców, nie mając do tego odpowiednich cech i pokory. Chrystusowe nauczanie przypomina nam, że żaden człowiek nie może zastąpić naszego sumienia ani zająć miejsca Boga. Ostatecznie tylko Chrystus jest naszym prawdziwym Nauczycielem. To On prowadzi nas do pełni prawdy. Ewangelista Święty Mateusz ukazuje Jezusa właśnie jako takiego Nauczyciela. Jezus nie tylko głosił prawdę słowami, ale także potwierdzał ją swoim życiem. Tym, czego nauczał, żył każdego dnia. A przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie dał najpełniejsze świadectwo prawdzie, którą przekazał swoim uczniom.

Katecheza, 7 czerwca 2026.

Krzywdy cierpliwie znosić

Autor Księgi Mądrości Syracha poucza: „Cierpliwy do czasu dozna przykrości, ale później radość dla niego zakwitnie” (Syr 1, 22). Tekst ten zachęca nas do cierpliwego znoszenia krzywd. Zastanówmy się podczas dzisiejszej katechezy nad następującymi zagadnieniami: Czym jest w ogóle krzywda? W jakich środowiskach możemy jej doświadczyć? Czy zawsze trafnie ją oceniamy? Czy zawsze oznacza ona umyślne działanie powodujące cierpienie drugiej osoby? Odpowiedź na te pytana nie jest jednoznaczna. Z pewnością musi nam towarzyszyć świadomość wielkiej różnorodności charakterów, temperamentów, uwarunkowań środowiskowych każdego człowieka. Często jest tak, że to co dla jednego jest rzeczą zwykłą, dla drugiego jest nie do zniesienia i powoduje poczucie skrzywdzenia. Oczywiście są normy obiektywne, które dotyczą wszystkich, jednak w codziennych relacjach często problem tkwi w szczegółach.

Krzywd różnego rodzaju możemy doświadczać w wielu miejscach. W środowisku rodzinnym spotykamy się z odmiennymi poglądami, potrzebami i sposobami reagowania. Czasami trudno o wzajemne zrozumienie i jasną komunikację, bo uczucia zaciemniają trzeźwe patrzenie na sytuację i każdy chce pozostać przy swoim zdaniu. Stąd tutaj tak łatwo o krzywdzenie się trwające latami, bo wspólne zamieszkiwanie pod jednym dachem daje ciągle nowe okazje do wzajemnego ranienia się. Rany powstałe w wyniku tego bywają głębokie, bo wyrządzone przez najbliższe człowiekowi osoby: ojca, matkę, rodzeństwo czy same dzieci. Kolejnym miejscem znoszenia krzywd jest środowisko pracy, dziś tak często mówi się o zjawisku mobbingu. Wszelkie zbyt długotrwałe sytuacje stresowe mają czasami dramatyczne skutki dla życia poszczególnych pracowników. Jeśli braknie gotowości do zrozumienia i szanowania swoich często rozbieżnych poglądów, to praca staje się udręką.

Św. Siostra Faustyna zanotowała w swoim Dzienniczku: „Kiedy się żegnałam z siostrami i już miałam odjechać, jedna z sióstr bardzo mnie przepraszała, że mi tak mało dopomagała w obowiązku i że nie tylko mi nie dopomagała, ale że się starała zawsze utrudniać. Jednak ja ją w duszy uważałam za dobrodziejkę wielką, bo wyćwiczyła mnie w cierpliwości; do tego stopnia mnie ćwiczyła, że jedna ze starszych sióstr wyraziła się tak – że siostra Faustyna to albo głupia, albo święta, bo naprawdę przeciętny człowiek nie zniósłby tego, żeby tak ktoś stale robił na przekór. Ja jednak zawsze zbliżałam się do niej z życzliwością. Starała się ta pewna siostra tak utrudniać mi pracę w obowiązku, tak że pomimo mojego wysiłku, udało się jej nieraz coś zepsuć z tego, co było dobrze zrobione – jako mi sama przy pożegnaniu zeznała, przepraszając mnie bardzo. Nie chciałam wnikać w intencje jej, ale brałam to, jako doświadczenie Boże…” (Dz. 632).

Jezus mówił: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16, 24). Często tym krzyżem może być cierpliwe znoszenie krzywd ze strony innych. Chodzi o to, aby przestać oczekiwać, że to inni się zmienią i uparcie żądać od nich przemiany. Wymaganie od innych, by byli tacy jak my chcemy nie prowadzi do niczego. Pierwszym krokiem do lepszego życia jest zmiana siebie. Stąd powinno się zrezygnować z łatwego osądzania innych, bo dopiero wtedy, gdy podejmiemy trud pracy nad sobą, będzie nam łatwiej zrozumieć bliźnich i znosić krzywdy przez nich zadawane. W jaki sposób odpowiadać na krzywdę? Nie nerwami, pełnym nienawiści słowem, rządzą odwetu, szukaniem sposobu odegrania się, ale milczeniem i modlitwą za prześladowców. Pan Jezus mówił: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5,44). Karę i odwet zostawmy zawsze Bogu, który jest Sędzią „żywych i umarłych” i tylko On zna najgłębsze motywy ludzkiego działania.

Gminno-Parafialny Piknik Rodzinny – Pniów 2026

 „ (…) owocne rozważania
owocują w serdeczne spotkania …”
       (ks. A. Hładki)

Kiedy entuzjazm wielu ludzi dobrej woli nie wygasa, lecz przeradza się w czyn, wówczas jego efekty mogą zadziwić i stać się tak pięknym wydarzeniem, jak nasz niedzielny piknik rodzinny - aktywna forma plenerowej majówki na podsumowanie najpiękniejszego miesiąca poświęconego Maryi. Wszyscy - miejscowi i przybyli - amatorzy dorocznego Gminno - Parafialnego Pikniku Rodzinnego nie zawiedli się, licząc na przychylność niebios,
i sprzyjającą wypoczynkowi aurę. Tak sprytnie wkomponowaliśmy się w okienko pogodowe, że z nasyconych deszczem obłoków nie spadła ni kropla przez cały czas radosnych obchodów Dnia Dziecka - święta naszych najmłodszych, którym dedykowany był pniowski piknik   
wśród bliskich, przyjaciół, znajomych i przybyłych gości.

piknik rodzinny05piknik rodzinny06
            Była to kolejna, lokalna odsłona wydarzenia kulturalnego zainicjowanego przez naszego proboszcza, księdza Marka Mazura - godnie pełniącego obowiązki gospodarza -
i prężnie działającą Radę Parafialną. Dla członków naszej Rady nie ma rzeczy niemożliwych! Jeszcze w minionym roku piknikowe występy i pokazy artystyczne odbywały się pod chmurką … A tymczasem, w tempie błyskawicy, powstała scena z prawdziwego zdarzenia, której nie powstydziliby się profesjonalni konferansjerzy i zacne środowisko artystyczne. Nie możemy też narzekać na brak życzliwości wobec naszej parafii i niedosyt osób przychylnie nastawionych do kosztownych, społecznych inicjatyw.
            Dzięki wielu altruistom i darczyńcom, także sponsorom pikniku: Parafii Pniów, Gminie Radomyśl nad Sanem, Sołectwu Dąbrówka Pniowska, Wydawnictwu Diecezjalnemu i Drukarni w Sandomierzu, Gminnemu Centrum Kultury w Radomyślu nad Sanem z siedzibą w Chwałowicach, Masarni Orzechów, Państwu Ewelinie
i Arkadiuszowi Jaworskim
- spędziliśmy przemiłe majowe popołudnie w ciekawym towarzystwie i z wieloma atrakcjami.   
            W kontekście zbliżających się wakacji można stanowczo podkreślić, że nie samymi obowiązkami człowiek żyje i czasami wręcz trzeba od nich po prostu odpocząć. Najlepiej zaś odpoczywać przy muzyce, w doborowym towarzystwie, doświadczając przyjemnych wrażeń w przyrodniczej scenerii. Niech więc żałują malkontenci i maruderzy, którzy zrezygnowali
z takich piknikowych atrakcji, jakimi niewątpliwie w niedzielę (31 maja) były:   

- indywidualne i grupowe występy naszych młodych artystów - uczniów PSP w Antoniowie - z repertuarem wokalno-muzycznym i minikoncertem akordeonowym Kacpra Kuchny (absolwenta I stopnia Państwowej Szkoły Muzycznej w Stalowej Woli, obecnie ucznia II stopnia PSM w klasie akordeonu i fortepianu, zdobywcy wielu prestiżowych nagród
muzycznych, także o zasięgu ogólnopolskim i międzynarodowym); 

- występ chóru parafialnego Sigismundus Cantus;

- występy artystyczne dzieci i młodzieży z Gminnego Centrum Kultury w Radomyślu
nad Sanem z siedzibą w Chwałowicach: Zespołu Pieśni i Tańca „Sanowiślaczki” prowadzonego przez panią instruktor, Annę Strusińską; 
- prezentacja wokalistów oraz zespołu tanecznego „Fasolki Dance” pod opieką kierownika Domu Kultury we Wrzawach, pana Marka Bartoszka i pani instruktor, Małgorzaty Janoszek-Dul – grupa blisko pięćdziesięciu osób, która zaprezentowała godzinny, oszałamiający wręcz, program artystyczny;

- występ Zespołu Muzycznego MAXIM – wieczornej atrakcji naszego pikniku;

- zawody sportowe – rywalizacja drużyn dzieci i młodzieży z PSP
w Antoniowie, które poprowadził pan Janusz Wrona; 

- strefa kulinarna – o którą zadbały Koła Gospodyń Wiejskich oraz pensjonariusze Dziennego Domu „Senior+” w Pniowie;  

- loteria fantowa;

- pokaz pojazdów marki Mazda: dzięki liderowi tej pasji, panu Piotrowi Krawcowi ;

- galeria ikonografii – zbiory zgromadzone i eksponowane pod hasłem „Aniołki Pokoju”;

- stoisko promocyjno-edukacyjne 3 Batalionu Inżynieryjnego w Nisku i 18 Pułk Saperów
w Nisku: żołnierze, którzy znacząco podnieśli prestiż naszej lokalnej uroczystości!;

- pokaz sprawnościowy Ochotniczej Straży Pożarnej w Antoniowie ze skonsolidowanymi siłami Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej Państwowej Straży Pożarnej w Stalowej Woli;

- przejażdżki konne: dzięki hodowli państwa Kowalów z Borowa.

Wśród służb mundurowych, które dołączyły do naszego niedzielnego pikniku, znaleźli się również panowie policjanci z Posterunku Policji w Radomyślu nad Sanem, czuwający nad bezpieczeństwem dynamicznie przebiegającej imprezy. Ale przede wszystkim imprezie towarzyszył dobry humor i pogodny nastrój jej uczestników. Nie zabrakło gromkiego
i perlistego śmiechu maluchów, które z lubością  korzystały z rekreacyjnych dmuchawców - zjeżdżalni i kulkowych basenów.
            Było gwarnie, wesoło, śpiewnie i tanecznie - po prostu fantastycznie! – to idealne, energetyczne podsumowanie wspaniałej atmosfery, jaka towarzyszyła naszemu lokalnemu wydarzeniu przebiegającemu w wielu kulturalnych odsłonach.